Pobierz aplikację

Apple Store Google Pay

Lista rozdziałów

  1. Rozdział 151 - Kendra
  2. Rozdział 152 - Alicja
  3. Rozdział 153 - Alicja
  4. Rozdział 154 - Alicja
  5. Rozdział 155 - Alicja
  6. Rozdział 156 - Alicja
  7. Rozdział 157 - Alicja
  8. Rozdział 158 - Alicja
  9. Rozdział 159 - Alicja
  10. Rozdział 160 - Alicja
  11. Rozdział 161 - Alicja
  12. Rozdział 162 - Kendra
  13. Rozdział 163 - Alicja
  14. Rozdział 164 - Alicja
  15. Rozdział 165 - Massimo
  16. Rozdział 166 - Alicja
  17. Rozdział 167 - Alicja
  18. Rozdział 168 - Massimo
  19. Rozdział 169 - Alicja
  20. Rozdział 170 - Alicja
  21. Rozdział 171 - Bursztyn
  22. Rozdział 172 - Bursztyn
  23. Rozdział 173 - Alicja
  24. Rozdział 174 - Alicja
  25. Rozdział 175 - Alicja
  26. Rozdział 176 - Alicja
  27. Rozdział 177 - Kendra
  28. Rozdział 178 - Alicja
  29. Rozdział 179 - Alicja
  30. Rozdział 180 - Alicja

Rozdział 6 Alicja

Pierwszą reakcją Massimo po tym krzyku było jęknięcie Millie, która jeszcze mocniej przytuliła szyję Alice, wyglądając, jakby miała się rozpłakać w każdej chwili. I choć ta sytuacja była niezręczna, Alice nie mogła powstrzymać irytacji na tego głupiego mężczyznę, który ośmielił się przestraszyć jej córkę.

„To, co się dzisiaj wydarzyło, było po prostu wypadkiem”. Odpowiedziała, jej głos stał się bardziej stanowczy. „Bądź pewien, że jeśli tak zamierzasz nas traktować, z powodu tego, co zrobiła Amber, to zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby trzymać się od ciebie z daleka. Nie ma potrzeby, żebyś nam groził. Myślałam, że może mogłabym znaleźć mężczyznę, którego kiedyś uważałam za przyjaciela…” przyznała przygnębiona. „Ale teraz dałeś jasno do zrozumienia, że to była daremna nadzieja”.

„To…” Klatka piersiowa Massima unosiła się i opadała szybko , a Alice nie wiedziała, czy zaraz zwymiotuje, czy wpadnie w złość. „Jak śmiesz..?” Przesunął się na krześle, a Alice, zaskoczona, zobaczyła, że za duże rękawy jego swetra lekko się podnoszą, odsłaniając głębokie blizny na ramionach, ciemnoczerwone i z pewnością bardzo bolesne. „Kurwa!” warknął, szybko podciągając rękawy do nadgarstków. „Wynoś się stąd! Natychmiast!” zażądał Massimo.

„Massimo…” Alicja zawahała się, zmartwiona. „Jeśli… Jeśli będziesz potrzebował pomocy, wiesz, że spędziłam rok w szkole pielęgniarskiej i…”

„Nie posłuchałaś mnie?” wybuchnął nagle, sprawiając, że się wzdrygnęła. „Myślisz, że potrzebuję twojego pieprzonego współczucia? Że wezwałem cię tutaj, żebyś zrobiła coś dla mnie, bo już nie jestem w stanie?” kąciki jego oczu zrobiły się niemal szkarłatne. „Wypierdalaj stąd! I nie pozwól mi więcej oglądać twojej twarzy, rozumiesz?”

„Dobrze, Massimo...” skinęła głową, odwzajemniając jego spojrzenie z rozczarowaniem „Zostawimy cię w spokoju, skoro tak bardzo tego pragniesz”.

Bez słowa Alice po prostu przytuliła Millicent jeszcze mocniej do piersi i zabrała córkę z dala od tego mężczyzny, nie chcąc, by jeszcze bardziej wystraszył jej małego aniołka. Obiecała Millie, że oboje będą szczęśliwi w tym domu, niezależnie od powodów, które skłoniły ją do poślubienia Massimo. Jednakże, gdyby zamiast chorego mężczyzny o kruchym zdrowiu, stał się zrzędliwym i zgorzkniałym idiotą, który nie miał wstydu krzyczeć i przeklinać w ten sposób przy dziecku, zupełnie jak potwór, to...

Musiała trzymać Millie z dala nie tylko od Dawseyów, ale i od niego.

Cóż, nie było tak, że nie miała w tym doświadczenia. Ale mimo wszystko było w tym coś bardzo bolesnego. Może dlatego, że nawet nie zdając sobie z tego sprawy, w jej wnętrzu wciąż była część 19-letniej Alice, która pragnęła znów zobaczyć Massimo, tak jak czuła się za każdym razem, gdy odwiedzał jej dom, lata temu...

„Mamo?” Millie zawołała do niej, jej głos był pełen łez „Czy ten straszny mężczyzna krzyczał na ciebie, bo wyszłam szukać koni?” jej córka odsunęła się na tyle, by spojrzeć na nią z poczuciem winy „Prze... Przepraszam... Nie chciałam, żeby się na ciebie wkurzył...”

„Wszystko w porządku, kochanie. Obiecaj mi tylko, że już mnie nie opuścisz. I nie martw się tym mężczyzną”. Alice westchnęła. „On już nigdy na ciebie nie nakrzyczy, obiecuję”.

„Czy on naprawdę jest twoim nowym, wyjątkowym przyjacielem?” – zapytała, wyraźnie zmartwiona.

„To skomplikowane. Właściwie, nawet mama próbuje to wszystko zrozumieć”. Alice westchnęła, całując córkę w czoło. „Obiecuję, że wszystko ci wyjaśnię, kiedy wszystko będzie... na swoim miejscu. W tej chwili musisz tylko wiedzieć, że ten facet nazywa się Massimo Bianchi i miał wypadek samochodowy, w którym został ranny. Naprawdę, naprawdę ranny. Nie jest już w stanie wstać i chodzić, tak jak ty i ja”. Powiedziała, przez co Millie szeroko otworzyła oczy ze zdumienia.

„Dlatego jest taki zły? Bo jest smutny?”

„Tak, kochanie... Coś w tym stylu. Ten wypadek bardzo go rozchorował, nie tylko na zewnątrz, ale i w środku. I z tego, co widzę, wydaje się, że napełniło go to wściekłością”. Ubolewała. „Więc... złóżmy obietnicę, że zrobimy to, czego on chce i będziemy trzymać się od niego z daleka, okej? Skupmy się na lepszym poznaniu tego domu i zacznijmy robić z niego nasz nowy dom”.

„Ale, mamusiu, zawsze mówisz, że nikt nie powinien być sam, kiedy jest chory.” Millie przypomniała jej, zdezorientowana „Dlaczego zrobimy to panu Bianchi?”

„Cóż...” zdezorientowana Alicja szukała w myślach rozsądnej odpowiedzi, ale nie mogła jej znaleźć, bez względu na to, jak bardzo się starała. „To dlatego... Widzisz...”

„O, jesteście!” westchnienie ulgi uratowało ją przed udzieleniem Millicent odpowiedzi na razie „Tak się martwiłam! Cieszę się, że ją znalazłaś! Proszę, mała, nie biegnij tak więcej”. Thea błagała, choć jej oczy nerwowo przeskakiwały po korytarzu za nimi, jakby spodziewała się, że w każdej chwili z cienia wyłoni się wózek inwalidzki. „Więc... Uh. Czy przypadkiem...”

„Przepraszam, że sprzeciwiłam się twojej prośbie, ale musiałam znaleźć moją córkę”. Alice odpowiedziała na jej ciche pytanie „I... Skończyło się na tym, że spotkaliśmy Massimo, bez zamiaru. Ale nie martw się. On już dał jasno do zrozumienia, że nie chce być niepokojony, a ja dopilnuję, żeby nic takiego się więcej nie wydarzyło”.

„Och, Boże... Chciałabym tego uniknąć...” Thea westchnęła smutno „Szef... Przechodzi przez delikatny moment w ciągu ostatnich kilku miesięcy po wypadku i to ostatecznie drastycznie zmieniło jego osobowość. Ale kto wie... Uczucie posiadania rodziny może pomóc ci przetrwać te mroczne chwile”. Skinęła głową, chociaż nie wydawała się tego pewna. „Teraz, proszę, chodźmy. Pozwól, że zabiorę cię do skrzydła rezydencji, gdzie są twoje dwa pokoje, żebyś mogła wziąć prysznic, podczas gdy ja zrobię ci pożywną przekąskę. W końcu na to zasługujesz... To”.

„Dzięki, Thea.” Alice mruknęła, zauważając już, że Millie jest spięta, sądząc po sposobie, w jaki jej małe piąstki ściskały materiał bluzki Alice.

„Nie martw się, kochanie. Będziemy tu bardzo szczęśliwi”. Mimo że niepewność i strach miażdżyły serce Alicji myślami o tym, jak będzie wyglądała przyszłość, złożyła sobie cichą obietnicę, że bez względu na to, jak bardzo będzie cierpieć w tym miejscu, Millicent zawsze będzie szczęśliwa i bezpieczna. „Możesz zaufać mamie”.

تم النسخ بنجاح!