Rozdział 208 Millie (część 1)
„Okej, klasa. Już zajmujemy miejsce dla waszych rodziców w głównej sali”. Pani Keeley, jedna z nauczycielek trzeciej klasy, klasnęła w dłonie, wchodząc do klasy pełnej dzieci, szybko chwytając koszyk pełen ciasteczek, który stał na stole. „Wszystko jest gotowe, więc panna Shepherd zawoła cię za chwilę, okej? Nie zapomnij o refrenie piosenki, a tym bardziej o części zarezerwowanej tylko dla twojego ojca. Liczę na ciebie!” powiedziała tak szybko, że prawie trudno było ją zrozumieć, gdy po raz kolejny opuściła salę, praktycznie biegnąc w kierunku sali, gdzie miał się odbyć występ z okazji Dnia Ojca.
„Nie powinnaś zostawiać przyklejania tych kokardek do brownie na ostatnią chwilę, Poppy!” Cassie mruknęła, ale nadal nie przestawała nakładać kleju w sztyfcie na brokatowe papierowe kokardy.
„To nie moja wina!” Poppy jęknęła, rozpaczliwie próbując przykleić kokardy do celofanu brownie, które dawała ojcu w prezencie „Mama powiedziała mi, że zamówi brownie, a piekarz je upiększy, jak na moje urodziny, ale wczoraj powiedziała, że przeczytała w internecie, że rękodzieło jest dobre dla dzieci i zmusiła mnie, żebym sama to wszystko ozdobiła!” ubolewała, poświęcając chwilę na przetarcie oczu i wypełnienie całej twarzy brokatem „Tata tego znienawidzi! Znienawidzi mnie i wyśle mnie na Manhattan do mojej babci, uziemionej…”