Rozdział 57 Pozwij Cię w imieniu Evergreen Capital
Emily ruszyła naprzód, jej obecność była potężna i nieustępliwa, niczym rozbijająca się fala.
Alex nie mógł się powstrzymać, żeby nie zrobić małego kroku w tył. Nigdy nie widział tej strony Emily i ślad strachu zaczął wnikać w jego pierś.
„Alex, wszelkie uczucia, jakie kiedyś do ciebie żywiłam, dawno odeszły, zmiażdżone twoimi własnymi czynami” – powiedziała Emily, jej głos był cichy, ale przeplatany lodowatą groźbą. „A teraz masz czelność przychodzić tutaj i mnie obrażać? Praktycznie prosisz się o kłopoty”.