Rozdział 115
To było ironiczne, biorąc pod uwagę, że Vladya już pędził ścieżką ku szaleństwu jak doświadczony mistrz. Jego uścisk na zdrowym rozsądku stawał się coraz słabszy z każdym dniem.
Mimo protestów jego i Harrisona, Merrilyn nalegał na karmienie go krwią. Głód Vladyi przeważył nad jego powściągliwością, ale na szczęście wziął tylko niewielką ilość, mając na uwadze kruchy stan upartej samicy.
W kolejnych tygodniach szukał pożywienia u innych, ale ich krew oferowała mu tylko krótką chwilę wytchnienia. Aby się nasycić, musiał pić z ponad pięćdziesięciu kobiet jednocześnie, nieuchronnie zabijając niektóre z nich w trakcie.