Rozdział 1168
Jack rozejrzał się po okolicy i nigdzie nie dostrzegł śladu Amandy. Pośpiesznie podszedł, by zatrzymać Milesa, który miał zamiar odejść. „Gdzie jest pani Dickerson?”
Miles nie mógł uwierzyć, że tamten mężczyzna wciąż miał czelność go ścigać. Zatrzymał się w miejscu i rzucił Jackowi lodowate spojrzenie. „To nie twoja sprawa. Trzymaj się swojego pasa. Ja zajmę się moją kobietą”.
„ Miles Franklin!” Jack uważał mężczyznę stojącego przed nim za absolutnie nierozsądnego. „Czy wiesz, w jakiej sytuacji jest pani Dickerson? Może umrzeć w każdej chwili! Nic się nie stanie, jeśli nie chcesz, żebym ją leczył, ale powinieneś był przynajmniej pozwolić mi z nią pójść!”